krzysztof klak
wojtekstoltny

Cd. na temat "geniusza Podkarpacia"
Z internetu -
***Stawka większa niż Jarosz Reportaż "Folwark rektora Jarosza", jaki ukazał się na łamach "Super Nowości" wywołał spore poruszenie wśród mieszkańców Jarosławia. Okazuje się jednak, że opisane fakty są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.
Pracownicy PWSZ twierdzą, że lojalność wobec rektora jest na uczelni synonimem donosicielstwa i bezkrytycznej służalczości. Mówiąc inaczej, awansuje ten, kto donosi. Jako przykład dość szybkiego awansu Andrzej Żółtek podaje przypadek Ireny W., byłej higienistki szkolnej, obecnie dyrektorki biblioteki akademickiej. Zastąpiła na tym stanowisku Teresą Salaburę-Baszanowską, wiceprzewodniczącą uczelnianej "Solidarności", którego to związku rektor Jarosz nie darzy sympatią.
To prawdziwy koszmar. Rektor Jarosz stał ponad prawem. Bardzo często wszystkich wyzywał. Używał przy tym tak wulgarnych słów, jakich nie słyszy się nawet pod kioskiem z piwem.
U rektora Jarosza studiuje także poseł AWS Krzysztof Kłak, jego żona Dorota, a także Marzena Kisiel, żona byłego wojewody przemyskiego, obecnie doradcy wojewody podkarpackiego. Pewnie, że każdy może studiować, gdzie mu się żywnie podoba. Jednak w sytuacji, kiedy Oddział Zarządu Regionu "Solidarności" stawia na baczność swoich związkowych kolegów z PWSZ, coś tu nie gra. Oszustwo rektora O tym, że istotnie coś jest na rzeczy, świadczy pewien arcyciekawy epizod z listopada ubiegłego roku, który warto podać do publicznej wiadomości. Miało to miejsce na Politechnice Rzeszowskiej, gdzie prof. zw. dr hab. inż. Antoni Jarosz był od kilku lat kierownikiem Katedry Ekonomii na Wydziale Zarządzania i Marketingu. I byłby nim pewnie do dzisiaj, gdyby nie przypadek. W ręce rektora Politechniki Rzeszowskiej prof. dra hab. inż. Tadeusza Markowskiego wpadła karta wyborcza Centralnej Komisji do Spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych. Jednym z kandydatów był - trzeba trafu - Antoni Jarosz. Jako miejsce pracy podano Katolicki Uniwersytet Lubelski. - To mnie zastanowiło - mówi profesor Tadeusz Markowski. - Przecież pan Jarosz był pracownikiem Politechniki na pierwszym etacie. Nie wiedziałem, że pracuje także na KUL-u. Sprawdziłem to i okazało się, że profesor Jarosz również na KUL- u zatrudniony był od października 1997 roku na pierwszym etacie. Było to swego rodzaju oszustwo. Zaproponowałem panu Jaroszowi rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron, na co przystał. Niedługo potem odwiedziło mnie dwóch parlamentarzystów AWS. Przyszli razem z profesorem Jaroszem i próbowali zmienić moją decyzję w jego sprawie. Nic jednak nie zyskali. Jednym z parlamentarzystów, którzy odwiedzili rektora PRz, był poseł Krzysztof Kłak. Obecnie twierdzi, że jego wizyta nie miała nic wspólnego ze sprawą jarosławskiej uczelni, że profesor Jarosz zwracał się z prośbą o interwencję także do innych posłów. Dlaczego więc za rektorem PWSZ, ewidentnie łamiącym prawo, ujęło się tylko dwóch parlamentarzystów AWS (w tym Krzysztof Kłak i poseł blisko związany z "Solidarnością" Rolników Indywidualnych, których członkowie studiują w PWSZ)? Ciekawe rzeczy gadają pracownicy PWSZ o studiach Krzysztofa Kłaka i jego żony. Pan poseł przyznaje, że na wykłady nie chodzi (ma ustalony indywidualny tok studiów), ale egzaminy zdaje normalnie, jak inni studenci. To że poseł Kłak i jego żona studiują indywidualnie, jest sprawą powszechnie wiadomą. Ale o tym, jak rzeczywiście wyglądała ich sesja egzaminacyjna, wie niewiele osób. Mówi jeden z najbliższych współpracowników profesora Antoniego Jarosza, proszący o zachowanie anonimowości: - Egzaminy posła i jego żony odbywały się w ten sposób, że rektor Jarosz wzywał prowadzących zajęcia i kazał im wpisać do indeksu ocenę. Rektorowi raczej się nie odmawia. ***
Może ktoś nakreci film oparty na życiu i przekrętach p. Jarosza?

A pisać można by było tak jeszcze długo... By było ciekawiej to nawet za czasów Ziobry delikwent ten praktycznie cały czas siedział w $%^&#. Widać zarzutu były zbyt poważne by było inaczej.



© wojtekstoltny design by e-nordstrom